Mniej znaczy więcej – spróbuj to wytłumaczyć psu

Ja: Una, słyszałaś? „Mniej znaczy więcej”. Podobno to sposób na szczęśliwsze życie.

Una: „Less” zwykle znaczy mniej smakołyków. Jakoś nie widzę tu „więcej”.

Ja: Daj mi szansę. Jeśli mam rację, zyskamy więcej spokoju. Obiecuję.

Poranek minimalisty

Jest siódma rano, a ja zamiast scrollować telefon latam po salonie jak w transie wiosennych porządków. Na podłodze rośnie stos rzeczy: stare czasopisma, nienoszone ubrania, kable od urządzeń, których dawno już nie ma. Una leży na dywanie jak czarna kropka z ogonem, który żyje własnym życiem, i śledzi każdy mój ruch. Patrzy na mnie z miną księgowej, która właśnie znalazła trzy brakujące faktury w mojej szufladzie. W końcu unosi łeb i rzuca:

— Człowieku, co ty kombinujesz o świcie? – pyta z przekąsem.

— Wprowadzam filozofię „mniej znaczy więcej” w życie – oznajmiam z dumą, pakując do pudła trzecie, wystawne pudełko, które miało mi służyć za skarbnicę codziennych artefaktów. — Minimalizm, rozumiesz. Mniej gratów, więcej przestrzeni, więcej spokoju ducha…

Una unosi brwi (mój pies je ma) i prycha:

— Mniej gratów, powiadasz… Czyli zamierzasz wreszcie wyrzucić połowę tych bibelotów zbierających kurz? Brawo, odkrycie roku.

Przewraca oczami, ale się nie zrażam:

— Dokładnie tak. Zostawiam tylko to, co naprawdę potrzebne. Reszta won. Wyobraź sobie, jaka ulga będzie w odgraconym mieszkaniu. Więcej oddechu w przestrzeni.

— „My” poczujemy ulgę? – Una przekrzywia łeb. – Chyba ty. Mnie twoja kolekcja kabli z 2008 nie przeszkadzała. Ładnie udawała pajęczynę pod kanapą.

— Ha ha, bardzo śmieszne – mruczę i wskazuję pudełko po pizzy w kącie. – A to? Też uważasz za cenną pamiątkę?

— Karton po wczorajszej pepperoni? – Una oblizuje się. – Aromatyczny element wystroju! Miałam nadzieję, że zostawisz go jeszcze dzień. Mniej sprzątania dla ciebie, więcej radości dla mojego nosa.

Wrzucam pudełko do worka, kręcąc głową.

— No i widzisz. Takie śmieci tylko zagracają nam życie.

— Tobie zagracają – poprawia mnie Una. – Dla mnie każdy okruszek na dywanie to potencjalna przekąska między posiłkami. Ale rób, jak uważasz, minimalisto.

Siadam obok niej na podłodze, otrzepując ręce z kurzu.

— Naprawdę sądzisz, że wyrzucenie paru szpargałów odmieni moje życie? – Una spogląda na mnie z byka.

— Może nie od razu odmieni, ale na pewno uprości – mówię z przekonaniem. – Mniej rzeczy to mniej chaosu. Porządek wokół pomaga poukładać myśli.

Una wzdycha i kładzie łeb na łapach:

— Ty już nawet myśli układasz według filozofii z internetu… Ja tam swoje układam prosto: jedzenie, spanie, głaskanie i od czasu do czasu jakiś przystojny jamnik na buziaka (Una kocha się w wielu przystojnych kawalerach ale ma szczególną słabość do jamników). Działa bez minimalistycznych manifestów.

— Ale pomyśl – wskazuję na jej posłanie i jedną szufladę pełną psich zabawek. – Ty też żyjesz dość minimalnie. Masz jedną miskę, jedną smycz, parę ulubionych zabawek. Nie potrzebujesz stu przedmiotów, żeby być szczęśliwa.

— Owszem. Wystarczy miska pełna jedzenia i człowiek, który wie, gdzie drapać za uchem – Una mruży oczy z zadowoleniem. – To się nazywa prostota. To wy, ludzie, komplikujecie sobie życie gratami.

— Właśnie! Próbuję z tym skończyć – podchwytuję entuzjastycznie. – Koniec z kupowaniem bzdur, koniec z zagracaniem mieszkania. Czas na minimalizm: tylko to, co potrzebne i co daje radość. Less is more, serio.

Una patrzy na mnie dłuższą chwilę, po czym demonstracyjnie przewraca oczami.

— Pięknie powiedziane. Jak na razie jedyne less, jakie widzę, to mniej miejsca na dywanie przez te pudła – kwituje sarkastycznie. – Masz jakiś konkret, czy tylko gadasz?

Czuję ukłucie – dużo mówię, efektów na razie niewiele. Czas zmienić taktykę.

— Masz rację, dość gadania. Czas na przykłady – oznajmiam, wstając. – Pokażę ci na własnym życiu, że mniej faktycznie oznacza więcej.

Una podnosi uszy na słowo „przykłady”, jakby liczyła na coś jadalnego.

— Brzmi intrygująco – przyznaje ostrożnie. – Ale jeśli w tych przykładach mniej smakołyków ma mi dać więcej satysfakcji, to z góry mówię: nie kupuję tego.

— Bez obaw – śmieję się. – Żadnego zmniejszania porcji jedzenia. Chodzi o codzienne sprawy. Na przykład… o to.

Wyciągam z kieszeni smartfon:

— Im mniej scrollowania Facebooka i Linkedina, tym więcej czasu na spacery z tobą. Zauważyłaś? Ostatnio zamiast gapić się w ekran, częściej gapiłem się na ciebie.

Una merda ogonem niechętnie:

— Faktycznie. Całkiem miła odmiana, muszę przyznać. Mniej Fejsa, więcej głasków – to mogę poprzeć.

— Widzisz! Mniej mediów społecznościowych, więcej prawdziwego życia – podsumowuję z satysfakcją. – Albo inny przykład: tydzień temu wyrzuciłem pół szafy ubrań i zgadnij co?

— Hm? – Una nadstawia uszu.

— Nagle codziennie wiem, co ubrać. Mniej opcji, więcej luzu. Żadnego porannego gapienia się w szafę. Teraz mam swój uniform dnia: ulubione dżinsy, koszulka i bluza. Einstein przybiłby mi piątkę.

Una parska śmiechem na widok mojej miny:

— Einstein nie miał czterech pór roku w Polsce – przypomina. – Pamiętaj o kurtce i czapce, bo ludzie bez czapki zimą wyglądają, jakby żałowali swoich życiowych decyzji.

Muszę przyznać jej rację. Chciałbym, żeby minimalizm działał też na nasz klimat – niestety grudniowy ziąb sam się nie uprości. Choć niestety ja, jak zauważył kiedyś mój dobry przyjaciel, wyglądam w zimowej czapce jak w prezerwatywie na głowie. Kontynuuję więc przykłady:

— Mniej spontanicznych zakupów oznacza więcej oszczędności. Kupuję mniej bzdur, to i konto mniej chudnie. Może wreszcie odłożę na twoje porządne legowisko…

Una na to tylko kręci głową z politowaniem:

— Mniej rzeczy, więcej oszczędności, jasne. A więcej oszczędności oznacza… więcej pieniędzy na nowe rzeczy. Tak to się u was kończy, prawda?

Parskam śmiechem. Cyniczna bestia z niej, ale punkt dla Uny – łatwo wpaść w pułapkę kupowania „mniej ale lepsze” i znów zagracić życie.

— Dobra, koniec wykładu. Czas na praktykę. Idziemy na spacer! – zarządzam. – Mniej siedzenia w czterech ścianach, więcej ruchu na świeżym powietrzu.

Na hasło spacer Una zrywa się na równe łapy.

— O, wreszcie konkret! Mniej gadania, więcej działania – cieszy się. – Taką filozofię to ja szanuję.

Kilka minut później maszerujemy osiedlowym chodnikiem. Una ciągnie mnie od krzaczka do latarni, zanurzona w swoim porannym psim Facebooku – obwąchuje każdy zapach, analizuje wszystkie „wiadomości” zostawione przez inne psy. Próbuję kontynuować naszą dyskusję, choć co chwilę stajemy na kolejną sesję węszenia.

— Ciekawe, czy „less is more” dotyczy też twojego rytuału obwąchiwania każdego drzewa? – zagaduję żartem. – Może mogłabyś ograniczyć się do co drugiego słupka? Miałabyś mniej wąchania, a więcej czasu na inne przyjemności…

Una odrywa nos od krzaczka i patrzy na mnie, jakbym zaproponował jej przejście na wegetarianizm.

— Chyba żartujesz – fuka. – Każdy krzaczek to inna historia do przeczytania. Mniej wąchania to więcej niewiedzy. Ja lubię być na bieżąco z newsami w okolicy.

Wzruszam ramionami i milknę. W sumie ma rację: sam dopiero co mówiłem, żeby mniej scrollować Facebooka, a teraz próbuję cenzurować psie wiadomości. Hipokryzja - expert level.

— Dobra, nie przeszkadzam – mruczę z uśmiechem i pozwalam jej spokojnie dokończyć inspekcję terenu.

Gdy Una zaspokaja ciekawość, podbiega z powrotem do mnie. Idziemy chwilę w ciszy, przerywanej tylko tupotem jej łap. Korzystam z okazji, żeby wrócić do tematu:

— W gruncie rzeczy ta cała filozofia minimalizmu sprowadza się do wybierania jakości ponad ilość – mówię głośno, żeby przekonać nas oboje. – Mniej byle czego, więcej tego, co porządne i ważne.

Una zerka na mnie z figlarną iskierką w oku:

— Jedna porządna wołowa kość zamiast miski pełnej suchych chrupek? Wchodzę w to! – sapie radośnie.

Śmieję się głośno.

— Dokładnie w ten deseń. Liczy się to, co ważne. Na przykład: mniej znajomych z przypadku, a więcej prawdziwych przyjaciół. Mniej gadania o planach, więcej ich realizowania. Mniej przejmowania się drobiazgami, więcej radości każdego dnia.

— …i mniej patrzenia w telefon, a więcej patrzenia pod nogi! – przerywa mi Una i szarpie smycz, odciągając mnie w tył.

Zaaferowany swoimi złotymi myślami, nie zauważyłem latarni na drodze. Dzięki reakcji Uny w ostatniej chwili unikam spotkania czołem z metalem. Nie potrzebuję więcej złamanego nosa (kiedyś w Krakowie skutecznie mi to załatwił złodziej próbując mi sprzedać komórkę, którą mi ukradł dzień wcześniej).

— Uff, dzięki – mówię, trochę zmieszany. – Nawet teraz mnie ratujesz. Gdybym mniej gadał, a bardziej uważał, to bym tej latarni nie przeoczył.

— Cała przyjemność po mojej stronie – mruczy Una z udawaną skromnością, merdając ogonem. – Czasem mam wrażenie, że naprawdę potrzebujesz psa, żeby nie wpaść na latarnię, goniąc własne myśli.

Udaję oburzenie, ale ona ma rację. Wracamy powoli do domu, a ja zbieram w głowie resztki argumentów.

— Wiesz co, Una… chyba rozumiesz ideę „mniej znaczy więcej” lepiej, niż się przyznajesz – mówię pojednawczo, gdy skręcamy w naszą ulicę. – W końcu całe twoje życie kręci się wokół tego, co ważne: jedzenie, zabawa, sen i bycie razem. Reszta jest zbędna, co?

Una kroczy dumnie, z p[odniesionym łbem, jak generał na paradzie.

— No, wreszcie dostrzegłeś mój geniusz – odpowiada zadowolona. – A tak serio: jasne, że liczą się proste rzeczy. Mówiłam ci to od początku. Tylko ty potrzebowałeś filozofii z książek i blogów, żeby załapać, a my, psy, wiemy to od urodzenia.

— Każdy dochodzi do mądrości własną drogą – śmieję się. – Ja przez książki i internet, ty instynktownie od szczeniaka.

Una łaskawie nie zaprzecza.

— Wy, ludzie, macie talent do przekombinowywania – wzdycha. – My, psy, żyjemy chwilą. Nie trzeba nam tylu rzeczy, żeby cieszyć się dniem.

— I to jest piękne – przyznaję, gdy stajemy przed drzwiami domu. – Może faktycznie powinniśmy się od was uczyć.

Una siada i patrzy na mnie z rozbawieniem.

— To zacznij od małego less, mój drogi – podpuszcza mnie.

— Na przykład? – przekręcam klucz w zamku.

— Na przykład mniej filozofowania, a więcej drapania mnie za uchem – rzuca Una z błyskiem w oku.

Nie pozostaje mi nic innego, jak spełnić tę prośbę. Drapiąc ją za uchem, myślę o tym poranku. Zamiast info z telefonu – cisza i rozmowa. Zamiast gratów – porządek. Spacer krótszy, ale pełen wrażeń. Wygląda na to, że ta koncepcja działa.

Mniej rzeczy, więcej sensu: wnioski i praktyka

Choć nasza poranna dyskusja była żartobliwa, wnioski są całkiem poważne. Minimalizm okazał się nie wyrzeczeniem, a wyborem jakości ponad ilość. To filozofia, w której odejmowanie służy dodaniu sobie spokoju, czasu i uwagi do życia. Una przekornie pomogła mi dostrzec, że sedno tkwi w prostocie: zamiast zapełniać dni i przestrzeń po brzegi, warto zostawić miejsce na to, co naprawdę ważne.

W praktyce „mniej znaczy więcej” sprowadza się do kilku prostych zasad.

  • Po pierwsze, ograniczamy nadmiar – czy to rzeczy, informacji czy zadań – żeby zrobić przestrzeń na oddech.
  • Po drugie, fokus na to, co istotne: lepiej mieć jedną solidną kość niż miskę byle jakich chrupek (tu nawet Una nie ma wątpliwości).
  • Po trzecie, celebracja prostoty – zamiast gonić za nowym bodźcem, uczymy się cieszyć tym, co już mamy: kubkiem kawy, rozmową, zapachem drzewa na spacerze.

Minimalizm nie oznacza życia ascety w pustym białym pokoju. Chodzi o to, by pozbyć się rozpraszaczy, które kradną nam czas i energię, i wypełnić powstałą przestrzeń sensem oraz czułością. Mniej przedmiotów to więcej porządku i jasności. Mniej zobowiązań to więcej czasu dla siebie i bliskich. Mniej bodźców (TV, powiadomień) to więcej spokoju. Zamiast ilości – jakość. Zamiast pędu – obecność.

Co to jest minimalizm?

Minimalizm to nie tylko styl urządzania mieszkania pozbawionego bibelotów – to sposób myślenia i życia. Często definiuje się go jako skupienie się na tym, co przynosi radość, oraz eliminowanie tego, co nas od tej radości odciąga . Innymi słowy: minimalizm polega na świadomym odejmowaniu nadmiaru po to, by dodać życiu wartości. Samo hasło „less is more” (mniej znaczy więcej) pierwszy raz pojawiło się już w 1855 roku w poezji Roberta Browninga, a w XX wieku spopularyzował je architekt Ludwig Mies van der Rohe, pionier stylu minimalistycznego . Dziś koncepcja minimalizmu przeniknęła do wielu dziedzin – od designu po codzienny styl życia – wszędzie niosąc tę samą prawdę: nadmiar nam nie służy, a prostota daje wolność. Minimalizm to stan umysłu, w którym to my decydujemy o przedmiotach, a nie one o nas. To nie asceza, lecz sztuka wybierania tego, co istotne, i rezygnowania z reszty.

 

Co z tym zrobić w poniedziałek rano?

Piękne idee swoją drogą, ale jak przekuć je na codzienną praktykę? Oto kilka kroków, które można podjąć już od najbliższego poniedziałku:

  • Odchudź listę zadań: Zacznij dzień od wybrania 2–3 najważniejszych zadań, zamiast próbować zrobić wszystko na raz. Mniej zadań oznacza więcej uwagi dla każdego z nich – i więcej satysfakcji, gdy faktycznie je skończysz. (Zamiast listy na 27 punktów – trzy priorytety. Reszta poczeka).
  • Powiedz jednemu „rozpraszaczowi” NIE: Masz spotkanie, na które nie musisz iść? Serial, który oglądasz z przyzwyczajenia? Powiedz „nie” przynajmniej jednej zbędnej rzeczy dziennie. Jedno małe nie to ciche, ale skuteczne narzędzie zmiany – daje Ci więcej czasu i energii na to, co się naprawdę liczy.
  • Odetnij nadmiar bodźców: Choć na chwilę wyłącz zbędne powiadomienia w telefonie i zamknij nieużywane karty w przeglądarce. Informacyjny szum sprawia, że jesteśmy ciągle w trybie gotowości. Cisza (choćby ta włączona ręcznie w ustawieniach) pomaga odzyskać spokój i koncentrację.
  • Zrób jedno na raz: Multitasking kusi, ale to mit – zamiast robić pięć rzeczy naraz byle jak, zrób jedną porządnie. Gdy pracujesz, skup się na pracy; gdy jesz obiad, nie scrolluj newsów. Ta zasada prostoty zwiększa jakość i przyjemność każdej czynności.
  • Stwórz przestrzeń: Wybierz jedną małą przestrzeń do odgracenia – czy to biurko, półka z książkami, czy skrzynka mailowa. Usuń wszystko, co zbędne, zostaw tylko potrzebne lub ukochane rzeczy. Taka fizyczna czystka daje natychmiastowe poczucie ulgi i jasności. Puste miejsce nie musi kusić – może cieszyć oko i umysł swoją harmonią.

Pamiętaj, że minimalizm to proces, nie jednorazowy zryw. Zacznij od małych zmian – jednego „mniej” dziennie – a przekonasz się, że robi się więcej miejsca na oddech.

Zasada 80/20 – mniej, ale lepiej

Czy wiesz, że ok. 20% wysiłków potrafi dać 80% rezultatów? To tzw. zasada Pareto, odkryta przez włoskiego ekonomistę Vilfredo Pareto. Zauważył on, że w wielu dziedzinach życia większość efektów pochodzi z niewielkiej części przyczyn. Przykłady? Często 20% ubrań nosimy 80% czasu, 20% kontaktów daje nam 80% radości ze znajomości, a 20% zadań przynosi 80% sukcesów  . Zamiast więc rozpraszać energię na wszystko, warto zidentyfikować te kluczowe 20% – w pracy, w domu, w kalendarzu – i na nich się skupić. Pozostałe, mniej istotne sprawy można odpuścić, delegować albo zrobić później. Zasada 80/20 to praktyczny sposób, by zastosować „mniej znaczy więcej”: mniej działań, które niewiele wnoszą, a więcej uwagi dla tych, które naprawdę robią różnicę. Efekt? Więcej osiągnięć mniejszym nakładem sił, czyli sprytne lenistwo w najlepszym wydaniu.

Czy więcej znaczy szczęście?

Żyjemy w świecie, który zachęca do więcej: więcej zakupów, obowiązków, bodźców. A jednak badania pokazują, że nadmiar nie daje szczęścia – często wręcz je odbiera. Naukowcy zauważają, że nadmierna konsumpcja nie przekłada się na trwałe zadowolenie; bywa za to źródłem frustracji i zmęczenia . Z kolei najdłuższe w historii badanie nad szczęściem – trwające 80 lat Harvard Study – wykazało, że to bliskie relacje, a nie pieniądze czy sława, najbardziej wpływają na nasze szczęście i zdrowie . Innymi słowy, po zaspokojeniu podstawowych potrzeb kolejne przedmioty czy zerwane ze zmęczenia noce w pracy nie uczynią nas szczęśliwszymi. Za to czas dla bliskich, pasje, odpoczynek – owszem. Pamiętajmy: radość nie pochodzi z posiadania, lecz z doświadczania. Dlatego minimalizm proponuje zamianę pogoni za „więcej” na pielęgnowanie tego, co już mamy: relacji, zdrowia, przeżyć. Mniej rzeczy – więcej przeżyć. Mniej pośpiechu – więcej czułości. Taka zamiana popłaca nie tylko w statystykach dobrostanu, ale przede wszystkim w codziennym samopoczuciu.

 

Zakończenie: puenta i wyzwanie

Wieczorem siedzę z Uną na kanapie w odgraconym salonie. Cisza w domu nie jest już niepokojąca – raczej kojąca. Przez otwarte okno wpada rześkie powietrze. W świetle lampy widzę półkę, na której zamiast sterty przypadkowych bibelotów stoi tylko kilka ulubionych książek i zdjęcie bliskich. „Mniej, ale więcej ciepła” – myślę z uśmiechem.

— Wygląda na to, że jednak miałaś rację, psinko. – Zerkam na Unę. – Rzuciłem trochę przedmiotów, ale zyskałem coś cenniejszego.

— Czyli? – Una unosi lekko brwi. – Satysfakcję filozofa?

— Spokój – odpowiadam. – I więcej miejsca na… no, na czułość choćby.

Una przeciąga się i kładzie łapę na mojej stopie, niby przypadkiem. Uśmiecham się. Minimalizm to nie cel sam w sobie, tylko przestrzeń – w której może wydarzyć się coś dobrego.

— To co, przekonałeś się do less is more? – pyta Una miękko.

— Przekonałem. I myślę, że nie tylko ja… – spoglądam znacząco w przestrzeń, bo to zdanie kieruję także do Ciebie, drogi Czytelniku.

Zanim Una zdąży spytać, wyjaśniam:

— …dlatego rzucam wyzwanie. Mikro-wyzwanie dla mnie, dla ciebie, dla każdego: przez najbliższy tydzień, codziennie wybierz jedno „mniej”, żeby zrobić przestrzeń na jakieś „więcej”. Może to być wyrzucenie jednej niepotrzebnej rzeczy, odmówienie udziału w bezsensownym spotkaniu albo wyłączenie powiadomień po 20:00 i spędzenie zaoszczędzonego czasu z bliskimi. Co ty na to?

Una patrzy to na mnie, to jakby prosto na Ciebie i z przekąsem poszczekuje:

— No śmiało, człowieku. Mniej wymówek, więcej działania. Podejmiesz się?

Ja drapię ją za uchem – w końcu obiecałem więcej czułości – i dorzucam ostatnią myśl:

Spróbuj, a przekonasz się na własnej skórze, ile więcej kryje się w mniej.

TL;DR

  • Minimalizm = więcej z mniej. To nie asceza, ale skupienie się na tym, co ważne. Usuwając nadmiar przedmiotów, bodźców i obowiązków, zyskujemy więcej spokoju, czasu i jasności umysłu.
  • Dowody? Proszę: Co czwarty Polak świadomie ogranicza konsumpcję (BIG InfoMonitor, 2023) , a prawie połowa przyznaje, że ma w domu mnóstwo nieużywanych rzeczy  – nadmiar naprawdę nas przytłacza. Z drugiej strony badania pokazują, że bliskie relacje i prostsze życie dają więcej szczęścia niż kolejne dobra materialne .
  • Jakość ponad ilość. Lepiej mieć kilka sprawdzonych ubrań niż szafę pełną chaosu, garstkę prawdziwych przyjaciół zamiast setek „znajomych” i parę ważnych celów zamiast dziesiątek rozpraszaczy. Mniej opcji = mniej stresu, za to więcej satysfakcji (np. prostszy wybór stroju czy planu dnia).
  • Proste praktyki na start: Odetnij jeden rozpraszacz (np. wyłącz powiadomienia), wybierz 3 priorytety na dzień zamiast przeładowanej listy zadań, powiedz „nie” jednemu zbędnemu zobowiązaniu. Zacznij od małych „mniej”, by poczuć duże „więcej”.
  • Więcej czułości, mniej pośpiechu. Minimalizm to nie tylko porządek w szafie – to także więcej uwagi dla bliskich i siebie. Zamiast żyć na autopilocie, zwolnij: idź na spacer bez telefonu, zjedz posiłek w ciszy, przytul psa (albo człowieka). Mniej hałasu, więcej życia.

Meta description: Mniej rzeczy, mniej pośpiechu, mniej rozpraszaczy – więcej spokoju, sensu i czułości. Sprawdź, jak filozofia „mniej znaczy więcej” zmienia codzienność i dowiedz się, dlaczego minimalizm to nie wyrzeczenie, a droga do pełniejszego życia.

Slug: mniej-znaczy-wiecej-minimalizm

#minimalizm, #prostota, #uważność, #slow life, #rozwój osobisty

Ireneusz Nieznański

Praktyk produktywności, time managementu i pracy z priorytetami, z ponad 30-letnim doświadczeniem w świecie korporacji. Pomaga ludziom i firmom pracować mądrzej, spokojniej i skuteczniej, bez kultu wiecznego zabiegania. Na blogu dzieli się sprawdzonymi metodami, refleksjami o samorozwoju, recenzjami książek non-fiction oraz rozmowami z Uną — ukochaną suczką, która podobno mówi, myśli i przewraca oczami.

READ MORE

Mindful Productivity

BLOG

NEWSLETTER

Zapisz sie do Newslettera!

Odbieraj sprytne lifehacki, powiadomienia o nowych recenzjach książek oraz informacje o kursach i e-bookach, które pomogą Ci przetrwać w korporacyjnym chaosie. Zero spamu, same konkrety pomagające pracować efektywniej i żyć lżej.

Każdą z powyższych zgód możesz cofnąć w dowolnym momencie — wystarczy kliknąć link rezygnacji w każdym e-mailu lub napisać na adres: kontakt@unaeluomo.com. Cofnięcie zgody nie wpływa na zgodność z prawem przetwarzania dokonanego przed jej wycofaniem. Administratorem Twoich danych osobowych jest Ireneusz Nieznański, prowadzący działalność gospodarczą pod firmą Ireneusz Nieznański Consulting, ul. Przasnyska 4A/146, 01-756 Warszawa, NIP: 521 269 04 43, e-mail: kontakt@unaeluomo.com. Dane przetwarzane są na podstawie Twojej zgody (art. 6 ust. 1 lit. a RODO) w celu wysyłki newslettera oraz — jeśli wyrazisz odrębną zgodę — informacji handlowych. Przysługuje Ci prawo dostępu do danych, ich sprostowania, usunięcia, ograniczenia przetwarzania, przenoszenia oraz wniesienia skargi do Prezesa UODO. Podanie danych jest dobrowolne, ale niezbędne do realizacji usługi newslettera. Więcej informacji znajdziesz w Polityce prywatności.
usercartpawbullhorn
linkedin facebook pinterest youtube rss twitter instagram facebook-blank rss-blank linkedin-blank pinterest youtube twitter instagram